Zwroty obcojęzyczne

Zwroty obcojęzyczne

Zaśmiecanie języka. Z tym problemem boryka się nie tylko język polski. Na przykład odpowiedniki Polskiej Akademii Nauk takich krajów jak Francja czy Hiszpania prowadzą bardzo intensywną walkę z nalotami języków obcych do języka rodzimego. Wiadomo, wrogiem numer jeden jest język angielski w amerykańskim wydaniu.

W Polsce jest pod tym wzlędem większy luz. Po wyrwaniu się spod komunistycznej kurateli prawie odruchowo angielski, często spaczony, wkroczył do naszych mediów, reklam, nawet mowy potocznej.

Przezabawnie to brzmiało. Student kupił sobie i chwalił się, że słucha hifi (wymawiał to właśnie tak, nie hajfaj), nosił dżinsy made in France (wymawiane made in france), itp., ulice zaśmiecano dziwnymi tworami polsko-angielskimi na szyldach sklepów, afiszach reklamowych.

Jeszcze dziś, gdy moda już przemija, są w polskich miastach całe ulice bez jednego sklepu czy punktu usługowego nazwanych czysto po polsku.

W językach o słowach długich, więcej niż dwusylabowych, a takim jest także język polski, prawdziwą plagą jest skracanie słów i wyrażeń. Gdy po wielu latach z dala od Polski pojechałem tam na wakacje, szokowały mnie wyrażenia typu spoko, co znowu dziwiło moich znajomych, bo dla nich to było najnormalniejsze wyrażenie.

I choć życie takich innowacji językowych jest krótkie, najwyżej kilka lat, a nawet miesięcy, ten skrót wszedł do słownika języka polskiego i wszyscy się nim dziś posługują w mowie potocznej, może tylko z wyjątkiem profesorów Bralczyka i Miodka.

Niechlujstwo językowe jest chyba najmniej odpowiedzialne za te skróty. Najczęściej chodzi o skracanie czasu i wysiłku artykulacyjnego w porozumiewaniu się. Są i inne powody na przykład przekora, chęć odróżniania się od innych, szukanie ciekawej ekspresji czy chęć osiągnięcia efektu komicznego.

Posłużmy się przykładami z najbardziej elitarnej nowomowy, języka uczniowskiego. Przedmioty i nauczyciel zawsze mieli swoje nazwy nieznane słownikom językowym. A więc była to matma, fiza, biola atomek (fizyk), pol (polonista), muza (nauczycielka od wychowania muzycznego) itp. Poza szkołą młodzież nagminnie skraca inne słowa, szczególnie te, z którymi ma często do czynienia jak diska (dyskoteka), impra (impreza).

● Czytaj również: Zapożyczenia w języku polskim – język polski nie taki polski

Są całe tony skrótów czy humorystycznych wyrażeń w dziedzinie części ludzkiego ciała związanych z seksem i kwalifikowaniem preferencji seksualnych jak np. lesba.

Nie tylko rzeczowniki się skraca. Przysłówki, szczególnie te popularniejsze, mają swoje krótsze odmianiany: nara (na razie), porzo (w porządku), norma (normalnie). Kilkusłowne wyrażenia też poddawane są skrótom, np. o co cho (o co chodzi), prońcie (proszę cię) itp. Przekora i efekt komiczny uderza w wyrażeniu pochwa (Niech będzie pochwalony…).

Inne grupy społeczne, szczególnie informatycy, nadużywają słów oryginalnych, obcych, rzadziej już spolszczonych, uproszczonych jak np. kompa (komputer). To często nie ich wina. Język, choć jest tworem żywym, nie nadąża za nawałnicą spowodowaną wybuchem informatycznym. A porozumiewać się trzeba. Lekarze mają swoje peni (penicylina), prawnicy, szczególnie adwokaci, popularnie zwani papugami, też swoim językiem porozumiewają się między sobą. Tu już niema potopu nowości, tylko niektóre najpopularniesze długie słowa są upraszczane.

Czy faktycznie to tragedia co się dzieje w obecnym języku polskim? Nie. Każdy język przyjmuje nowe słowa (dla przykładu wyrażenie z Tim Hortona double double (podwójna ilość cukru i mleka/śmietanki w kawie) już weszła do najnowszego słownika kanadyjskiej angielszczyzny). Każdy język pozbywa się wyrażeń zastąpionych lepszymi, czy też tych, co wypadły z użytku i mody. Prawie wszystkie innowacje, szczególnie typu skrótowego, przepadają. Trzeba je traktować jako eksperyment, ciekawostkę, dziwoląg.

Wiadomo, że młodzież, zaraz po opuszczeniu murów szkoły, wyzbywa sie natychmiast swego slangu. Dopóki jest to usuwanie elementów niekonieczych w komunikacji, nie ma tragedii. Jest jakiś teoretyczny próg, którego nie można przekroczyć. Nikt nie wie, gdzie on właściwie jest.

Gdy jednak nastąpi takie zagęszczenie „obcych ciał”, że zamiast myśleć o toku rozmowy, cały wysiłek skupiamy na identyfikowaniu znaczeń poszczególnych słów czy wyrażeń, wtedy najwyższy czas, by pomyśleć o sprowadzeniu do Polski jakiegoś bezrobotnego akademika francuskiego czy hiszpańskiego, by w tym galimatiasie porobił jakieś porządki.

Władysław Pamarański

/ gazetagazeta.com /

Close Menu

Zamówienie pakietu EXTRA


WYBIERAM PAKIET EXTRA - 900 PLN / ROK


Zamówienie pakietu PREMIUM


WYBIERAM PAKIET PREMIUM - 750 PLN / ROK


Zamówienie pakietu SUPER


WYBIERAM PAKIET SUPER - 600 PLN / ROK


Zamówienie pakietu STANDARD


WYBIERAM PAKIET STANDARD - 450 PLN / ROK


Zamówienie pakietu BASIC


WYBIERAM PAKIET BASIC - 300 PLN / ROK