W obecnym czasie, gdy w wyniku globalizacji współzależność i integracja państw, społeczeństw, gospodarek i kultur jest faktem i i czego efektem jest „jednen świat” oraz światowego społeczeństwa twierdzenie o jakichkolwiek trudnościach w nawiązaniu międzynarodowych kontaków byłoby na pewno zupełnie nieuprawnione. Tak jednak twierdzą tylko osoby, które są przeświadczone, iż poradzą sobie również z tym, co będzie dla nich nowe i przede wszystkim nieznane. Zakładając równocześnie, że nic z czym mieliby mieć problem ich nie zaskoczy.

Tymczasem, tak mogą twierdzić tylko urodzeni optymiści określani jako „globalni”, którzy generalnie pozytywnie myślą, podejmują ryzyko, są nastawieni na osiąganie czegoś, są otwarci na nowe doznania. Jak też ryzykanci, czyli osoby, które bardzo lubią podejmować ryzyko, bez względu na jego nawet negatywne skutki. Natomiast najbardziej wskazany jest ostrożny optymizm. Zwłaszcza, iż ten pozwala zakładać, że w przyszłości będzie dobrze. Co z kolei chroni przed byciem człowiekiem o anankastycznej osobowości, czyli nadmiernie ostrożnym, asekuracyjnym i pełnym wątpliwości. I tym, który nie pozwala sobie na połowiczne rozwiązania.

Jednakże, aby wszystko mogło być „dopięte na ostatni guzik” oraz idealne nawet w najdrobniejszych szczegółach – do tego dążąc warto skorzystać z wiedzy i doświadczenia osoby, która  obszar  na który zamierza się wkroczyć zna i ma o nim wiedzę znacznie szerszą niż wiedza powszechna. A tym samym bardziej pewną od wiedzy potocznej. Może nawet wyjątkową dlatego, że opartą na praktyce i częstokroć na doświadczeniu zdobytym w wyniku własnych błędów. Czego nie należy się wstydzić, gdy z ich popelnienia wyciągnięto wnioski i choćby dlatego, że błąd dopiero wówczas staje się rzeczywistym błędem, gdy nie zostaje naprawiony. Niemniej jednak lepiej opierać się na doświadczeniu innych osób niż samemu błędy popełniać.

Szczególnie wtedy, gdy się wkracza na nowe obszary i wchodzi w nieznane środowisko. Nie znając ich wymagań, oczekiwań i nawet specyfiki – gdy wiadomo, że nie wszystko, nie wszędzie i nie zawsze jest zerojedynkowe, czyli takie samo i/lub oczywiste. Tym bardziej, że nawet w zbliżonych narodach i kulturach to, co jest formą grzecznościową w jednym miejscu może być w innym uznawane jako nietakt. Jednym z tego przykladów  jest zwyczaj zdejmowania obuwia przez gości wchodzących do mieszkania. We wielu krajach jest to zwyczaj uznawany jako grzeczność, w innych gest wręcz obraźliwy (w zalezności od kraju dla gości lub gospodarzy). Jeszcze w innych krajach jako obowiązek wynikający np. z poszanowania religii. 

Stąd też nawet, gdy zamiarem jest nawiązanie kontaktów międzynarodowych z osobami zamieszkującymi w krajach – jak to jest w przypadku Polski i Słowacji – kulturowo zbliżonych do siebie należy poznać realia. Zwlaszcza, że biorąc pod uwagę istniejące różnice we wielu przypadkach znaczne – to, co jest dla Polaków np. znikomą ilością, dla Słowaków będzie ogromną. Tak samo, jak pewną barierą – częstokroć decydującą o nie podjęciu kontaktów jest ocena odległości dzielącej dwa podmioty. Gdyż wszędzie tam, gdzie dla Polaka będzie jeszcze blisko, dla Słowaka będzie już bardzo daleko. I chociażby ten szczegół  tzn. całkowicie inną ocenę zarówno ilości, jak i odległości należy brać pod uwagę przy nawiązywaniu kontaktów polsko-słowackich. Zwłaszcza, że Słowacy – pomimo zmian, które zaszły po roku 1989 nadal nie są tak bardzo „turystycznym” (wszędobylskim) narodem, jakim są Polacy. Ponadto trudno się dziwić, że osoby zamieszkujące w niewielkim a wręcz małym terytorialnie państwie, ze stosunkowo niewielką liczbą ludności inaczej patrzą na otaczającą je rzeczywistość niż obywatele wywodzący się dużego terytorialnie kraju i liczebnie narodu.

Warto też wiedzieć, że różnic pomiędzy dwoma – pomimo, iż sąsiadującymi ze sobą narodami jest znacznie więcej. A każdą z nich – oczekując szacunku dla własnych  – należy poszanować w kontaktach z drugą osobą. Zwłaszcza, że w Słowacji jest też znacznie większe niż w Polsce poszanowanie dla prywatności. W związku z czym np. weekend jest czasem „świętym”  dla rodziny i czasem poświęcanym na odpoczynek. Natomiast każdą rozmowę telofoniczną – nawet pomiędzy najbliższymi dla siebie osobami – rozpoczyna się od pytanie: „Przepraszam, czy nie przeszkadzam…”. Tak samo, jak  w kontaktach miedzyosobowych za grzecznościową formę uznaje się „WY-kanie” a niegrzecznością jest  jest „TY-kanie” . Zaś, co do zasady każdy zwrot kierowany do drugiej osoby jest prośbą („proszę pozwolić mi, że…”; „proszę wybaczyć, że…”) a nie wypowiadany w trybie oznajmującym i/lub rozkazującym (nakazowym).

Reasumując – słowa: proszę, dziękuję, przepraszam w Słowacji na pewno częściej są używane niż w Polsce, a zwrot „wy” zastępujący „pani/pan” bardziej powszechny niż bezpośrednie „ty-kanie”. Co na pewno pomiędzy rozmówcami stwarza pewien dystans, który – zwłaszcza w kontaktach biznesowych – jest bardziej potrzebny niż jego brak. Zwłaszcza, że również zbyt pospieszne skracanie dystansu  (nawet przy „zakrapianym” spotkaniu) postrzegane jest bardziej jako nietakt, niż jako dowód na nawiązywanie koleżeństwa lub zacieśnianie przyjaźni. I nie jest to zdziwieniem dla osób, które wiedzą, że savoir vivre – dla innych kindersztuba – czyli tzw. etykieta tego wymaga, aby wszystko miało swój czas, swoje miejsce i swoją formę [ czytaj ]. Szczególnie, że na bylejakość w kontaktach biznesowych miejsca nie ma a przyzwolenia być nie może.

RELACJE BIZNESOWE

Zgodnie z ogólnie przyjętą definicją relacje biznesowe powstają wtedy, gdy dwie strony mają wolę długotrwałej, najczęściej ekonomicznej współpracy. Przy czym współpraca ta opiera się na bezpośrednich interakcjach interpersonalnych. Albowiem relacje biznesowe tworzą ludzie.

Dlatego należy pamiętać, że w biznesie precedencja, to kluczowa, zasada definiująca nam wiele zachowań w relacjach służbowych. Jednakże istnieje różnica pomiędzy etykietą biznesu a etykietą towarzyską, a co za tym idzie, wiek i płeć w biznesie mają mniejsze znaczenie niż pozycja i zajmowane stanowisko.

Drugą zasadą jest dostosowanie. Zasada została ustanowiona, po to by pomóc odnaleźć się i umiejętnie zachować w międzynarodowych relacjach służbowych. Jej główną przesłanką jest to, że powinniśmy dostosować się do norm i zasad obowiązujących w kraju, do którego się wybieramy, lub do obyczajów naszego klienta. W związku z czym niezwykle ważna jest trzecia zasada – szacunku. W relacjach biznesowych obowiązuje nas ona niezależnie od kultury i miejsca. Zobowiązuje nas do okazywania szacunku wszystkim, z którymi wiążą nas jakiekolwiek relacje, niezależnie od pozycji, wieku i płci. Albowiem w relacjach bisnesowych głównym orężem jaki posiadamy to nasze wyczucie, takt i znajomość pewnych zasad, [ czytaj ]

Według Abrahama Maslowa – amerykańskiego psychologa, autora teorii hierarchii potrzeb, jedną z najważniejszych potrzeb, jaką mają ludzie to potrzeba szacunku i uznania. Natomiast polski biznesmen Jan kulczyk do tych słów dodał stwierdzenie: Biznes to relacje między ludźmi nie liczby, gdyby było inaczej, najbogatsi byliby matematycy.

O czym należy pamiętać przybywając z wielkiego do małego kraju. Gdzie niejeden biznesmen może być większy od każdego z nas – pomimo, iż nam się wydaje, że to my jesteśmy krezusami – gdy do małej Słowacji przyjeżdżamy z dużej Polski.

Warto też wiedzieć, że przed nawiązaniem kontaktów biznesowych, każdy podmiot gospodarczy i jednosobową działalność gospodarczą oraz ich historię można sprawdzić w rejestrze prowadzonym przez słowackie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych [ otwórz ]. Gdzie w wyszukiwarce (sł. Vyhľadávanie podľa : …) wpisując jedno ze znanych kryteriów (mp. nazwa firmy, nazwisko przedsiębiorcy itd.) można znależć dane o każdym aktualnie działającym słowackim podmiocie gospodarczym.

WSPÓŁPRACA HANDLOWA

Podejmując polsko-słowacką współpracę handlową na pewno należy bardziej się nastawić na zakup niż zbyt. Co wynika z siły nabywczej uzależnionej chociażby od ilości gospodarstw domowych w danym kraju. I tak, gdyby przyjąć jako średnią statystyczną 4-osobowe gospodarstwo domowe w Słowacji liczącej około 5,4 mln ludności, jest ich nieco ponad 1,3 mln. Natomiast w Polsce liczącej około 37,7 mln obywateli będzie to blisko 9,5 mln gospodarstw domowych. Zatem około 7,5 krotnie więcej niż w Słowacji. To zaś ma przełożenie m.in. na wielkość zamówień.

Stąd też, gdy dla producentów słowackich Polska jest ogromnym rynkiem zbytu, a Słowacja dla polskich wytwórców nieporównywalne małym – planując współpracę handlową należy brać pod uwagę import, a nie export. Co z kolei wcale nie wyklucza możliwości handlu w dwóch kierunkach. Na co z kolei duży wpływ mają tradycja, gusty i nawyki, a w przypadku handlu produktami spożywczemi nawet przyzwyczajenia gastronomiczne.

Trzeba też wiedzieć, że w okresie istnienia pierwszej Republiki Słowackiej (sł. Prvá slovenská republika) utworzonej jako państwo marionetkowe 14 marca 1939 roku przez III Rzeszę i istniejącej aż do 4 kwietnia 1945 roku oraz wtedy, gdy po II wojnie światowej Słowacja wróciła do federacji z Czechami; aż do 1 stycznia 1993 roku, gdy w wyniku rozpadu Czechosłowacji, Słowacja stała się suwerennym państwem, wszystkie gałęzie słowackiej gospodarki oraz handel i usługi były państwowe a nie prywatne. Stąd też praktycznie dopiero wraz z wejściem Słowacji w struktury Unii Europejskiej, co nastąpiłio 1 maja 2004 roku, powstał prywatny sektor gospodarki, wcześniej nieobecny w Słowacji.

Dlatego to, co nawet w bardzo ograniczonym wymiarze, ale było znane Polakom w okresie lat 1945-1989 , Słowacy dopiero poznawali blisko 60 lat później. I ten proces transformacji gospodarczej trwa nadal. Na szczęście dla nich, Słowacy w niektórych obszarach gospodarki już osiągnęli wysoki poziom, a nawet – używając terminologii bokserskiej – występują w tej samej wadze z krajami europejskimi, których problem nazwijmy to „komunizmu” nie dotyczył. Należy też wiedzieć również, iż „rozwód” z Czechami nie był najlepszym scenariuszem dla Słowacji [ czytaj ]. Szczególnie, że wtedy, gdy inne państwa się rozwijały Słowacy byli zmuszeni do naprawiania pozostającej na uboczu i nieco zaniedbanej gospodarki. Ucząc się tego, czego wcześniej nie znali, czyli też prowadzenia firm handlowych i zasad handlu w ogóle.

KONTAKTY TURYSTYCZNE

Pomimo, że Słowacja turystyką stoi, w rówżnych formach cięsząc się nią przez cały rok, to jednak doeceniana przez osoby z wielu – nawet bardzo odległych – krajów po macoszemu traktowana jest przez Polaków. Jednakże to osłchłe i niesprawiedliwe traktowanie, skutkujące brakiem należytej uwagi i złą oceną wynika przede wszystkim z nieznajomości walorów Słowacji i jej jakże bardzo bogatej bazy turystycznej.

Ponadto – jako Polacy pogardą dla słowackiej bazy turystycznej chyba tylko leczymy kompleksy. Gdyż nie brakuje licznych przykładów potwierdzających, że to co w Polsce właściciele obiektów turystycznych uznają jako komfort, w Słowacji jest standardem. Co więcej – w naszym kraju wciąż pokutuje konkurencja – częstokroć nawet bardzi nieuczciwa. Tymczasem w Słowacji współpraca obiektów turystyczno-gastronomicznych już dawno stała się regułą. A wymiana informacji, szczególnie tych dotyczących bazy trurystycznej w innych regionach – co bardzo ważne bez pośredników (!) – jest powszechna. Istnieje nawet marketing szeptany i „barterowa” wymiana gości np. pomiędzy pensjonatami.

Dlatego chcąc z Polski wyjechać turystycznie dalej niż tylko do znanego wszystkim Polakom słowackiego Popradu należy wiedzieć, że Słowacja to znacznie większy teren niż tylko Tatry i bardzo atrakcyjny kraj z 21 regionami turystycznymi [ czytaj ] szczycącymi się wieloma atrakcjami. Wśród nich np. licznnymi zamkami [ czytaj ]. Wylicza się, że na terenie Słowacji istnieje blisko 140 zamków i ruin [ czytaj ]. Kolejną atrakcją – zwłaszcza we wschodniej części kraju – są drewniane kościoły [ czytaj ], które również rozproszone są na terenie całej Słowacji [ czytaj ].

Natomiast niejako podsumowując temat: kontakty turystyczne – należy wyrazić zdziwienie, że przy tak wielu atrakcjach i ich różnorodności Słowacja w ofercie polskich biur turystycznych praktycznie jest nieobecna, a sami Polacy nie dążą do poznania tego, co dla nich jest nieznane. Zwłaszcza, że wycieczki i pobyty turystyczne im dalsze i droższe wcale nie są ani lepsze, ani ciekawsze od tych na Słowację i w Słowacji.

PARTNERSTWO

Zgodnie z powszechną opinią pojęcia: partnerstwo i/lub przyjaźń, gdy do tych słów np. się doda: miast, wielu osobom kojarzy się z czymś dla nich niedostępnym, a przede wszystkim sformalizowanym podpisanymi umowami. Tymczasem to, co w Polsce jest bardzo zinstytucjonalizowane a przede wszystkim zbiurokratyzowane w Słowacji opiera się na inicjatywach oddolnych. Gdzie np. istnienie różnorakich i bardzo wielu stowarzyszeń nikogo nie dziwi [ czytaj ]. Natomiast zakakuje ti, gdy nikt i niczego nie robi w tym kierunku, aby ludzi, których łączy np. jedna pasja ze sobą zjednoczyć. Stąd też w jednym z wielu internetowych katalogów [ otwórz ] – nie zapominajmy, że w tak małym kraju jakim jest Słowacja – wpisanych jest blisko trzy tysiące obywatelskich stowarzyszeń.

Do zakładania stowarzyszeń zachęca [ otwórz ] istniejący przy ministerstwie szkolnictwa Słowacki Instytut Młodzieży [ czytaj ] . W młodzieży widząc przyszłość i poza władzą samorządową , w ten sposób oddając w jej ręce zarządzanie codziennymi potrzebami społeczeństwa. Co jest szczególnie cenne z tego powodu, że wiele inicjatw oddolnych jest bardzo ciekawych. Dlatego Słowacy nie czekają na to, co zrobi dla nich rząd i/lub władza samorządowa, lecz swoje sprawy biorą też w swoje ręce. Dzięki czemu już na poziomie szkół podstawowych ich partnerstwo jest powszechne. A wzajemna wymiana – w różnym zakresie i w różnych formach – doświadczeń jest czymś oczywistym dla każdej osoby, rozczynając od tej będącej w wieku dziecięcym.

Co bardzo ważne – tego typu relacje, a szczególnie te na płaszczyźnie międzynarodowej kształtują – zwłaszcza w dzieciach i młodzieży – postawy prospołeczne i we wielu przypadkach uczą tolerancji, niezwykle cennej w związku z  m.in. odmiennością kulturową, a zwłaszcza religii. A z tego powodu do nawiązywania parnerstwa i przyjaźni, bez oczekiwania na to, co zrobią dla nas i za nas inni, należy zachęcić.

TŁUMACZENIA JĘZYKOWE

Nie rozwijaąc twierdzenia, które mówi o nieobecności w Internecie, czyli także nie nadając temu wymiaru niestnienia, należy jednak podkreślić, że nikt o nikim się nie dowie, gdy ktoś sam o sobie nie upubliczni jakichkolwiek informacji. Oczywiście ich charakter i zakres zależne są od potrzeb i przede wszystkim decyzji osoby podaniem o sobie ogólnie dostępnej dla każdego informacji zainteresowanej.

Jednakże, aby to zrobić – w relacjach międzynarodowych potrzebna jest znajomość obcego języka albo niezbędna jest pomoc tłumacza. Niemniej jednak należy pamiętać, że poza zdolnościami językowymi a nawet byciem poliglotą ważniejsza jest etykieta (tutaj wspomniana w: RELACJE BIZNESOWE), czyli też znajomość pewnych uwarunkowań wynikających z ogólnie przyjetych w danym kraju zasad obowiązujących w kontaktach interpersonalnych i nie tylko.

Stąd też zarówno w korespondencji, jak i informacjach upublicznianych na stronach internetowych poza znajomością języka (w tym zasad pisowni) – określając najkrócej – należy brać pod uwagę, co wypada a co być może lub jest –  niekoniecznie towarzyskim – faux pas. Zwłaszcza, iż należy uwzględnić, iż nie zawsze, nie dla wszystkich np. to samo pytanie musi tak samo wybrzmiewać. I nie chodzi o tematy tabu, lecz pytania, których w określonym kraju, w konkretnym środowisku i pewnym osobom nie należy zadawać. To samo dotyczy przekzywanych informacji, których nie należy zatajać działając uczciwe. Natomiast lepiej je przemilczeć dla dobra sprawy.

Zatem, jak z tego wynika dbałość o poprawność przekazu słownego, czyli też tłumaczenia musi iść w parzez ze znajomością zasad decydujących o formie korespondencji i/lub informacji, które dotrą do odbiorcy. Szczególnie, gdy są i takie przypadki, że użyte sformułowania obojętne a nawet żartobliwe w jednym języku, mogą być bardzo obraźliwe w innym. Bywa również tak, że nawet najbardziej poprawne tłumaczenie bez znajomości rzeczywistego znaczenia zwrotu w danym języku może być odbierane jako bezsensowne, absurdalne albo żenujące.

Natomiast to, że tumaczenie nie jest czynnością biało-bialą lub czarno-czarną, lecz z reguły biało-czarną najlepiej udowadniają niektóre poradniki opracowane dla tłumaczy – przykład: [ czytaj ]. Tym bardziej, że nie ma tłumaczy wszystkich tekstów. Brak znajomości branży, zagadnień i ich specyfiki bardzo często skutkuje licznymi błędami w tłumaczeniach.

Istotę wielu zagadnień związanych z tłumaczeniami wyjaśnia Urząd Publikacji Unii Europejskiej [ otwórz  ] między innymi tutaj [ czytaj ]. Istnieje także „Urzędowy wykaz polskich nazw geograficznych świata” [ otwórz ] z wprowadzonymi do niego późniejszymi zmianami [ otwórz ]. Albowiem należy pamiętać, że nazwy geograficzne są to nazwy własne obiektów geograficznych znajdujących się na Ziemi. A nazw własnych, co do zasady się nie zmienia. i ich endonimy sa standaryzowan – więcej [ czytaj ].  Natomiast chociazby dlatego, że nazwy geograficzne można podzielić na oficjalne i nieoficjalne a częstokroć te drugie bardziej sa znane niż pierwsze warto je znać i w tłumaczeniach – zwłaszcza informacyjnych (np. z zakresu turystyki) – je także stosować. Co jednak nie oznacza, że w każdym przypadku taki zamiennik jest dozwolony.

REKLAMA

Close Menu

Zamówienie pakietu EXTRA


WYBIERAM PAKIET EXTRA - 900 PLN / ROK


Zamówienie pakietu PREMIUM


WYBIERAM PAKIET PREMIUM - 750 PLN / ROK


Zamówienie pakietu SUPER


WYBIERAM PAKIET SUPER - 600 PLN / ROK


Zamówienie pakietu STANDARD


WYBIERAM PAKIET STANDARD - 450 PLN / ROK


Zamówienie pakietu BASIC


WYBIERAM PAKIET BASIC - 300 PLN / ROK